Harper
Zapukałam do jego drzwi.
Raz.
Dwa.
Trzy razy.
Potem stałam tam, nasłuchując.
Nic.
Czekałam kolejną minutę, potem następną. Korytarz wydawał się zbyt cichy, każda sekunda niemiłosiernie się dłużyła. Uniosłam rękę, by zapukać ponownie, zawahałam się i opuściłam ją. W brzuchu poczułam znajomy rodzaj niepokoju — jakby coś siedziało tuż za moimi żebrami, mówiąc mi, że powinien już odpowiedzieć.






