— Noah…
Jego imię opuszcza moje wargi drżącym szeptem, zawieszonym gdzieś między niedowierzaniem a ulgą, i zanim zdążę o tym pomyśleć, rzucam mu się w ramiona.
Natychmiast mnie łapie, mocno przyciągając do siebie, niemal desperacko, jakby bał się, że wyślizgnę mu się z rąk, jeśli nie będzie trzymał wystarczająco mocno. Przyciskam twarz do jego piersi, całe moje ciało drży, gdy dociera do mnie rzec






