Ocknąłem się gwałtownie. Brzmiało to tak, jakby przez dom przetaczało się stado słoni. Arii już nie było, więc sięgnąłem po telefon. Nie było jeszcze wpół do siódmej. Miałem też sześć nieodebranych połączeń. Cztery od Silasa, dwa od Luciusa. Jęcząc cicho, wygramoliłem się z łóżka i przetarłem oczy. Kolejne dudnienie sprawiło, że w końcu otworzyłem drzwi.
Nie spodziewałem się chaosu, który zastałem






