Nadszedł czas. Boczne wejście to niewiele więcej niż poszarpana szczelina w ścianie klifu, na wpół ukryta za zwisającymi korzeniami i smrodem zgnilizny. Ziemia jest śliska od starej krwi, czarnej i gęstej jak smoła, a wiatr uciekający z dziury niesie zapach zdziczałych, setek z nich. Layah rusza pierwsza. Jej forma ogara piekieł faluje jak cień obleczony w ciało, pazury zatapiają się w błocie.
„Ba






