**Macey**
Nóż parzy moją skórę na gardle. Czuję każde drżenie ręki odszczepieńca, gdy napiera na mnie, jego oddech gorący i cuchnący tuż przy moim uchu. Nie śmiem się ruszyć. Puls uderza tak gwałtownie, że mam wrażenie, iż zaraz rozerwie mi skórę.
— Proszę, proszę — cedzi powoli Dean, wyłaniając się z cienia, jakby się w nim urodził. — Czy to nie słodkie? Zjazd rodzinny.
Jest ubrany we krew i arog






