**Macey**
Udało mi się go uśpić. Ta część nie była trudna. Jest na tyle arogancki, by wierzyć, że moja nowa uprzejmość oznacza, iż w końcu go zaakceptowałam. Uśmiechałam się, dotknęłam jego dłoni, udawałam, że obchodzą mnie jego historie. A kiedy w końcu położył się do łóżka, poszłam za nim i czekałam, aż jego oddech zwolni, aż usta otworzą się na tyle, by zaczęło się to obrzydliwe chrapanie. Nawe






