Chłodna, wilgotna ziemia pod moimi łapami była miłym odczuciem, gdy przemierzałem las. Pierwsze promienie świtu dopiero zaczynały przesączać się przez drzewa, rzucając długie cienie na poszycie, a delikatny wiatr muskał moje czysto białe futro. Leonard w swojej wilczej postaci poruszał się cicho obok mnie, węsząc nosem przy ziemi w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu Olivii.
Przemiana w ten sposób






