Obudziłam się, drżąc z zimna, bo czułam, jak chłodne powietrze szczypie moją odkrytą skórę. Ospała, usiadłam i rozejrzałam się, zauważając, że okno jest szeroko otwarte, wpuszczając chłodne poranne powietrze i odrobinę wszechobecnej mgły – której macki wślizgnęły się jak palce i aktualnie wiły się wokół krawędzi okna.
– Chris – wymamrotałam, z trudem wstając z łóżka, żeby z dreszczem zamknąć okno






