Pulchne rączki Zachary’ego wciąż wisiały w powietrzu, zdradzając jego pragnienie zabawy ze Stellą.
Stella zmuszała się, by stłumić wstręt.
Wiedziała, że to dziecko jest niewinne, ale nie potrafiła na nie patrzeć, gdy myślała o tym, które sama nosiła.
Czuła do niego wręcz odrazę.
Wendy rozluźniła wyraz twarzy.
– Nie lubisz dzieci?
– Przepraszam. Zawsze… Bardzo przepraszam.
Nie powiedziała nic więce






