Aleeza szybko stłumiła gniew i uśmiechnęła się dobrotliwie jak matka, wyciągając rękę, by ująć dłoń Amalii.
– Amalio, myliłam się. Przepraszam cię. Od teraz już nigdy cię nie skrzywdzę. To wszystko wina tej przebiegłej Flory! Nasze oczy nie zostałyby zaślepione, gdyby nie ona i jej sianie niezgody. Amalio, proszę, wybacz mi. Będę cię dobrze kochać. Amalio...
Amalia słuchała, a kąciki jej ust unios






