– John…
– Przepraszam, że się spóźniłem – powiedział John.
Cordy zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy jej się to nie przywidziało.
Jakoś ten John różnił się od tego zwykłego, bardziej powściągliwego.
Teraz wydawał się odczuwać emocje jak człowiek.
Mimo to poruszyła się w jego uścisku, niepewna, o czym mówił.
– Pomyliłeś drzwi? Puść mnie…
Najwyraźniej nie czując jej oporu, John wyszeptał Cordy






