Siedziałam na szczycie drzewa, spoglądając w dół na tych, którzy mieli dziś walczyć o nasze przetrwanie.
Lada chwila mieliśmy wyruszyć, przemienić się i rozpocząć podróż do obozu w pobliżu watahy Srebrnego Jeziora. Przy tak dużej liczbie ludzi uzgodniono, że najlepiej będzie iść pieszo, wiedząc, że podróż drogami zabiera więcej czasu i pozwala na przewidywalną zasadzkę.
I nie dało się ukryć, że mi






