languageJęzyk

Negocjacje

Autor: Winston.W17 lis 2025

– Ach, to teraz negocjujemy? – Zagrał obojętnego, ale Lita widziała, że się ożywił. Siłownia z pewnością mogłaby wykorzystać pieniądze na prace na zewnątrz, jak przypuszczała. To był punkt nacisku, który już zaplanowała. Rodzice i tak oczekiwali, że wybierze ekskluzywną siłownię, nawet nie mrugną okiem na cenę, niezależnie od tego, jaka by była.

– Chcę dołączyć do siłowni – do *klubu* walki – i jestem gotowa za to zapłacić. Pieniądze nie są problemem.

Lita naprawdę nie znosiła wyciągać karty pieniędzy. Nie była jedną z tych elegantek, które obchodzi tylko robienie zakupów i Instagram. I nie była snobką jak jej rodzice. Ale pieniądze miały swoje zastosowania. Nieuchronnie otwierały wiele drzwi, które w innym przypadku pozostałyby dla niej zamknięte. Zwłaszcza, gdy mężczyźni nie traktowali jej poważnie, a zdarzało się to częściej, niż mogła zliczyć. Często musiała znajdować sposoby poza swoim temperamentem, aby dopiąć swego.

– Nie negocjuję z terrorystami, paniusiu – uśmiechnął się, jakby złapał rybę na haczyk. Nie widział, że to *on* jest rybą.

– Nic nie zrobiłam. Ledwo postawiłam stopę w siłowni, a już jestem terrorystką?

– Weszła pani tutaj i zakłóciła połowę treningów… – skinął głową w stronę większej sali i Lita zobaczyła, że większość mężczyzn obserwuje. Niektórzy się śmiali, inni szturchali się nawzajem. Ale bez względu na to, co robili, było jasne, że wszyscy przestali ćwiczyć.

– Krótki czas koncentracji mężczyzn to nie mój problem – powiedziała Lita bez ogródek – Zapłacę podwójną roczną opłatę członkowską z góry, jeśli pozwolisz mi tu trenować. No dalej, każda siłownia ma zajęcia dla początkujących. Albo przynajmniej treningi personalne?

– Nie u nas – wzruszył ramionami – To nie jest miejsce dla początkujących i to nie jest miejsce dla bezradnej dziewczyny z muskulaturą chihuahua.

To zabolało, a Lita nie stłumiła grymasu. Zauważył reakcję i nieco złagodniał: – Proszę, mogę polecić inną siłownię, jeśli pozwolisz mi to zapisać. – Odwrócił się w stronę biurka na zewnątrz biura, a Lita poszła za nim.

– Nie, muszę trenować tutaj.

Odwrócił się gwałtownie, z grymasem na twarzy, jakby powiedziała coś podejrzanego: – Dlaczego? Dlaczego chcesz zapłacić tak dużo? Dlaczego naprawdę chcesz tu trenować?

– Po prostu… śledziłam wiadomości w mediach społecznościowych o twoim sławnym zawodniku, Jamesie Dillardzie. Trenował tutaj, prawda? – Lita musiała myśleć na poczekaniu, a nie była w tym dobra. Gdy tylko wywarł na nią odrobinę presji, powiedziała ostatnie pieprzone imię, o którym chciała, żeby ktokolwiek wiedział. James był jej powodem, dla którego tam była, ale nie w taki sposób, jak myśleli.

– Więc… tak zdobyłaś adres? Jesteś jedną z *tych*?

– Jedną z kim? – ścisnęło ją w żołądku. Czy on w jakiś sposób zna prawdę? Czy jej plan rozpadnie się, zanim jeszcze się ziści?

– Jedną z tych psychofanek, szukających związku ze zmarłym zawodnikiem? – wypluł te słowa, jakby go to obrzydzało. To ich dwoje. – A może… jesteś kimś innym? – oskarżył. – Jakimś króliczkiem ringowym?

Co to jest króliczek ringowy? Zastanawiała się, kogo mogłaby o to zapytać. Była pewna po jego wyrazie twarzy, że nie zapyta go o to.

– Wyglądasz bardziej jak szalona fanka niż cokolwiek innego, a ja nie lubię szaleństwa. Nawet jeśli jesteś bogata – jego twarz stwardniała, a jego pogardliwy ton zaszokował Litę. Najwyraźniej nie pochwalał tego, co o niej myślał. Ale podejrzenie zniknęło z jego oczu, gdy ją zaszufladkował: – Potrójna roczna opłata. Człowieku, myślałem, że twoje pokolenie przeszło do następnej najlepszej rzeczy kilka miesięcy temu. – Jego ton mówił jej, że nie znosi tego pomysłu. Ona też. Nie można było przejść do porządku dziennego po Jamesie, jakby nigdy nie istniał.

Lita wzięła głęboki, drżący oddech. Przeszedł ją dreszcz na myśl o Jamesie. Wypowiedzenie imienia brata na głos prawie doprowadziło ją do łez. Nie mogła uwierzyć, że minął już prawie rok, odkąd go widziała po raz ostatni. Lekko dotknęła tatuażu, odruchowo. Nie obchodziło jej, jak ten *siłowniowy* ją nazywał. Ani co o niej myślał. Musiała to zrobić. Czas uciekał.

– Potrójna jest w porządku – wzruszyła ramionami Lita – Więc jak będzie, dobijamy targu?

Lita była pewna, że Siłowniowy zaraz się zgodzi, kiedy nagle z tyłu weszło dwóch kolejnych olbrzymich mężczyzn. Ich śmiechliwe żarty ucichły, gdy tylko jeden z nich zobaczył Litę. Mężczyzna odwrócił się w jej stronę i od razu poczuła się, jakby przyćmił wszystko. Zapomniała o siłowni, o powodzie, dla którego tam była. Lita zapomniała nawet o irytującej rozmowie, którą właśnie odbyła z Siłowniowym, gdy przeniosła wzrok na przeszywające ciemne oczy nowego mężczyzny.

Mężczyzna zmierzył ją od stóp do głów, a jego oczy stwardniały, nozdrza gniewnie się zacisnęły. Było oczywiste, że jej nie lubi, chociaż, na Boga, Lita nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Ukradkiem spojrzała na siebie i nie znalazła odpowiedzi. Tak, wyglądała jak gówno, ale nic w niej nie powinno być obraźliwe.

Mężczyzna był wysoki, wyższy od Siłowniowego o pół stopy. Widziała masę i definicję jego ciała – w całości zbudowanego do walki – nawet w koszuli z długim rękawem i dżinsach. Zrobiła kolejną notatkę w pamięci, aby porównać go ze zdjęciem.

Jego włosy były trochę potargane, ale jego twarz była ogolona i świeża. Żadnych twardych linii ani cieni pod oczami jak u Lity. Ten mężczyzna był całą surową urodą. Lita obserwowała, jak jego twarz się napina, gdy piorunuje ją wzrokiem, pocierając bok szczęki, co wydawało się być konsternacją. Sprawił, że jej dłonie spociły się od nieznanego ciepła. To nie było dobre. Nie mogła pozwolić mu złamać jej koncentracji ani zakłócić tego, jak daleko zaszła w negocjacjach.

– Dobijamy targu? – zapytała, a jej głos był bardziej drżący, niż by chciała. Odwróciła się do Siłowniowego i czekała. Lita zaczęła się coraz bardziej niepokoić. Nie mogła stracić koncentracji. Ani na sekundę. Siłowniowy odwrócił się, aby wymienić milczące spojrzenie z innym mężczyzną. Jego wyraz twarzy również wydawał się twardnieć.

– Jakiej części zdania, że to nie jest siłownia, tylko klub walki, nie rozumiesz? Nie jesteś zawodnikiem. A my nie przyjmujemy początkujących. Więc musisz iść. – wymamrotał Siłowniowy, gdy odwrócił się z powrotem do niej, próbując wrócić do pierwotnego punktu: Lita nie była jedną z nich i nie była mile widziana.

– To nauczę się sama! Potrzebuję tylko miejsca, żeby to robić. – Lita była zdeterminowana, by to doprowadzić do końca. Nie była pewna tego absurdalnego pomysłu, kiedy siedziała na parkingu, a maleńka, małostkowa część niej chciała po prostu się poddać. Ale teraz, kiedy była w środku, wiedziała, że przyjście tutaj było właściwą decyzją. Coś w tym miejscu ją uspokajało, przyciągało i sprawiało, że chciała zostać blisko.

Spojrzała z powrotem na groźbę za Siłowniowym. Nie, on zdecydowanie nie sprawiał, że czuła się spokojna. W rzeczywistości sprawiał, że ciepło rosło u podstawy jej kręgosłupa. Zdecydowanie nie spokojna, ale był jednym mężczyzną. Nie byłoby trudno go unikać. Jednak otoczenie tych innych muskularnych mężczyzn pomogło jej emocjom. Czuła się bezpieczniej niż od dawna. Jak ta znajoma obecność Jamesa w jej życiu po raz kolejny.

– Nauczysz się czego konkretnie? Bo na pewno nie rozmawiamy o walce. Ważysz ile? 40… 45 kilo mokra? Nie ma mowy, kochanie – pokręcił głową. Kolejne pieprzone zdrobnienie. Lita nie mogła się powstrzymać przed ponownym spojrzeniem na mężczyznę w drzwiach. To była *jego* wina. Jego oczy były jak latarnie, wciąż ją przyciągały, a teraz wyglądał, jakby sama jej obecność go obrzydzała. Jeśli on pozbawi ją tej okazji, uczucie będzie odwzajemnione.

– Czy nie ma tu innych króliczków ringowych? Czy nie mogłabym z nimi trenować? – Lita udawała desperacki ton. Jeśli Siłowniowy uwierzy, że jest jak te kobiety, kimkolwiek były, może ustąpi. Nie miało znaczenia, jaka jest prawda. Minęła chwila i przysięgła, że słyszała zwierzęcy pomruk. Rozejrzała się za psem, ale nic nie znalazła. Wróciła do skupienia na Siłowniowym, obserwując, jak rozważa to przez chwilę, lekko przekręcając głowę w stronę mężczyzny za nim.

– Co o tym myślisz, Alfa? – zapytał Siłowniowy, wyrywając Litę z zamyślenia. *To* był właściciel? Nagle jej ciało zrobiło się zbyt gorące, zbyt napięte. Podciągnęła rękawy, żeby poczuć odrobinę powietrza na rozpalonej skórze. Lita nie była pewna, czy jej gambit się opłaci. To było tak, jakby dwaj mężczyźni komunikowali się ze sobą, ale żaden z nich się nie odezwał. Oczy Alfy skierowały się w dół, na jej przedramiona i zamarły. Podążyła za jego wzrokiem i przeklęła pod nosem, zaciągając rękawy z powrotem. Próbowała to zbagatelizować niezręcznym uśmiechem, ale on już widział siniaki wielkości odcisku palca.

Było to widoczne w sposobie, w jaki wciąż się na nie gapił, jakby widział przez jej koszulę. Jak mogła zapomnieć, dlaczego założyła ten strój? Lita chciała uciec, odpuścić cały pomysł i uciec. Popełniła już kilka poważnych błędów w ciągu zaledwie kilku minut. Jak przetrwa semestr w szkole, nie robiąc jeszcze większego bałaganu?

– Pięć razy opłata członkowska, z góry. Nie wchodź nikomu w drogę i nie bądź dziwna. Nie pytaj nikogo tutaj o Jamesa. I tak… możemy dobić pieprzonego targu – powiedział ostro Siłowniowy, przerywając jej myśli.

– Zgoda. – Nie musiała się nad tym zastanawiać. Wybrała tę ścieżkę, zanim wyszła z mieszkania.

– Dobra. Wchodź na matę. Zobaczmy, z czym mamy do czynienia.

– Co? – sprzeciwiła się, zakładając, że źle zrozumiała. Ale sposób, w jaki żaden z mężczyzn nie mrugnął powtórnie, powiedział jej, że Siłowniowy powiedział wszystko na serio.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Negocjacje - Determinacja Luny | StoriesNook