Rozdział 183
PERSPEKTYWA MAXA
Moje dłonie nie przestawały pocić się na kierownicy, gdy podjeżdżałem pod dom Evy. Bagażnik był wypchany po brzegi zapakowanymi prezentami, zabawkami, książkami, grami, wszystkim, co tylko przyszło mi do głowy, co mogłoby się spodobać pięciolatkom. Ale gdzieś głęboko w środku czułem, że żadna góra prezentów nie zrekompensuje pięciu lat nieobecności. Pięciu lat urodzin






