Deckard
Pędzę w stronę Austina, a serce łomocze mi w piersi jak wojenny bęben.
– Austin! Co się stało? Nawet cię nie dotknął! Co się, do cholery, stało? – żądam odpowiedzi, klękając przy nim.
Chwyta powietrze, twarz wykrzywia mu grymas bólu, jedną dłoń, śliską od krwi, mocno przyciska do brzucha.
– To… nie on – chrypi, a jego oczy, szeroko otwarte ze strachu, wpatrują się w coś za moimi plecami. P






