Umysł Yolandy wirował od niezliczonych myśli: "Dlaczego to dziecko tu jest? To przecież solenizantka z rodziny Hillów?". Przypomniała sobie scenę na lotnisku z rozsypanymi kwiatami i koroną, co ostatecznie potwierdziło, że osoba, z której żartowała, stała teraz przed nią.
Na szczęście, dzięki bogatemu doświadczeniu scenicznemu, udało jej się jakoś przebrnąć przez błogosławieństwo.
Na widowni Quinl






