Marvin słuchał, jak Quinlyn wyliczała ich imiona, jedno po drugim, jakby recytowała ukochaną kolekcję. Nie mógł powstrzymać uczucia szczęścia z jej powodu.
– Dobrze. Z tak wieloma osobami, którym na tobie zależy, mogę być spokojny. – Puścił ją, z ciepłym uśmiechem na twarzy.
Następnie odwrócił się do trzech chłopców stojących w pobliżu i zaprosił ich: – Dlaczego nie przyjdziecie jutro na obiad? Mo






