Ogień dogasał, pozostawiając po sobie jedynie cienką warstwę popiołu. W ponurej nocy, od czasu do czasu, ciche trzaski przerywały ciszę.
Enid zerknęła na lekarzy, którzy zostali, a potem na Quinlyn, siedzącą samotnie w niewielkiej odległości na pustynnej równinie, wpatrującą się w gwiazdy.
W końcu Enid podeszła. – Czy to naprawdę jest tego warte?
Aby walczyć z jedną bazą i odkryć swoje pochodzenie






