Violet
9:00 rano
Po raz enty tego ranka poprawiałam szal na szyi, parskając i sapiąc, gdy staliśmy na zewnątrz, czekając, by pożegnać się z Krwawymi Różami.
W końcu Fergus i sfora mieli dziś wyruszyć z powrotem do domu. Choć poranne słońce było jasne i przyjemnie grzało w skórę, sporadyczne powiewy wiatru zmuszały mnie do przytrzymywania szala na miejscu.
Wciąż go poprawiałam i im częściej go doty






