— On nic nie robi, tato!
Policzki mnie paliły, ale nie ze wstydu. Z wściekłości.
Miałam tego człowieka serdecznie dość.
— Na Boginię! — Fergus odchrząknął tak głośno, że echo poniosło się po szklarni. — Chyba sobie ze mnie kpisz!
Jego twarz poczerwieniała i natychmiast obrócił się na pięcie, stając do nas plecami, jakbyśmy go brzydzili. A jednak nie wyszedł.
— Muszę poważnie pomówić z moją córką,






