Violet
Tak, nazwałam go po imieniu, bo tym właśnie dla mnie się stał. Nie Alfą Fergusem, nie wujkiem Fergusem, nie tatą… po prostu Fergusem.
O dziwo, zdawało się, że to do niego dotarło. W szklarni zapadła cisza, a jedynym dźwiękiem, jaki słyszałam, był oddech. Tak bardzo zgęstniała atmosfera. Samo wypowiedzenie jego imienia – Fergus – podziałało tak, jakby uszło z niego życie. Ramiona mu opadły.






