Charlotte:
– Ojcze, Ademide – powiedziałam, uśmiechając się do nich na powitanie. Wiedziałam, że muszę być tak gościnna, jak to tylko możliwe; i tak szli na śmierć.
Moje oczy dostrzegły moje rodzeństwo, tę dwójkę, na którą nigdy nie zwracałam uwagi, zwłaszcza że byli moimi konkurentami od dnia swoich narodzin. Skinęli głowami, wiedząc, że nie rozmawiamy, a ja odmrugnęłam.
– Przychodzisz tutaj po z






