Tak jakby wszystko, co powiedziała Anne, wystawiało jego cierpliwość na próbę.
Wyczuwając zmianę w jego nastroju, Anne nie mogła oprzeć się wrażeniu, że stawał się on coraz trudniejszy w obyciu. Przełknęła ślinę i zapytała ostrożnie: – Dlaczego nie poślesz dzieci do szkoły? Nie mają tu z kim się bawić. To dla nich dobrze przebywać z rówieśnikami.
– Zajmę się tym – odparł. – Żadne z moich dzieci ni






