Była kwadrans po północy, kiedy w końcu dotarłam na lotnisko. Zajęło mi trochę czasu, żeby się przekonać, a potem poprosić mamę, która nalegała, żebym pojechała, chociaż tata by się na to nie zgodził. Nawet zawiozła mnie do miasta i na lotnisko, a nasz samochód zepsuł się w połowie drogi, przez co musiałyśmy wezwać Ubera.
Po całym tym chaosie dotarłam pędem do bramki, na którą Luca kazał mi przyjś






