PERSPEKTYWA SAMANTHY
Gdy stanęłam na werandzie, chłodne poranne powietrze musnęło moją rozpaloną skórę. Wzięłam głęboki oddech, próbując uspokoić serce, które wciąż waliło jak oszalałe po tym prawie-pocałunku z Ronanem. Moje palce zadrżały, gdy spojrzałam na ekran telefonu.
I wtedy zobaczyłam to imię. James.
Moje szczęście wyparowało jak kropla wody na rozgrzanej patelni, zastąpione zimną, ostrą f






