Impreza trwała w najlepsze, kiedy wszedłem do kuchni. Dom był wypełniony ludźmi, a w kącie para się całowała. Minąłem ich, otworzyłem lodówkę, wyjąłem puszkę coli i ją otworzyłem. Uśmiech Sam zapętlał się w moich myślach, więc go wypchnąłem. Już mieszkaliśmy razem, nie było potrzeby komplikować bardziej spraw.
– To nie tego rodzaju coli powinieneś dzisiaj brać, Ronan – głos Olivera przedziera się






