Sloane
Benedict jest przytomny i żyje. Obie watahy są bezpieczne. Wiem, że nie może mówić, a bez umysłowej więzi nie mogę się z nim porozumieć.
Trzyma mnie, gdy płaczę, pozwalając, by frustracja i strach ostatnich kilku dni odpłynęły. Kiedy kończę, ocieram twarz i patrzę na niego. Wciąż jest zbyt blady, ale jego oczy są jasne i intensywne, gdy skupia się na mnie.
– Potrzebujesz czegoś? – pytam.
Kr






