Kilka sekund później William cofnął stopę z gardła Marcela i odwrócił się, by ruszyć do swojego samochodu.
Zajmowanie się nim w tym miejscu było stratą czasu. Lyle miał wiele sposobów, by zmusić go do mówienia. Można było mieć nadzieję, że kilka godzin w jego towarzystwie rozwiąże Marcelowi język.
Lyle nonszalancko skinął na swoich ludzi.
Natychmiast podeszli, skrępowali Marcelowi ręce i nogi, a u






