Pokój wypełnił chichot Clarence, gdy Katrina klaskała w dłonie, a potem zabawnie uderzała nimi o jej maleńkie rączki. Śmiech córki rozbrzmiewał jak melodia, stając się głośniejszym, gdy Katrina porwała ją do ataku łaskotek. Jej małe ciałko wiło się w jej ramionach, piszcząc z radości, dopóki Katrina nie pochyliła się i nie ucałowała jej miękkiego brzuszka.
– Mamusia cię kocha – szepnęła Katrina, o






