Punkt widzenia Michaela
Podchodzę do przyczepy Clinta, obserwując, jak powoli wyprowadza tyłem jednego ze swoich koni. Zwierzę jest potężne, jego czekoladowobrązowa sierść lśni w słońcu. Rży, gdy Clint wyprowadza go z przyczepy, podrzucając łbem w górę i w dół.
– To jest Calvin – mówi Clint.
– Twój koń nazywa się Calvin? – pytam z uśmiechem. – Co to, do cholery, za imię?
– Czytałeś kiedyś komiks „






