– Dziękuję.
Mężczyzna odwrócił się i wpatrywał się we mnie z uśmiechem przez chwilę dłużej, po czym gestem zaprosił, bym poszedł za nim przez szeroką bramę w murach miasta. – Nie ma sprawy. Są w tę stronę.
Ruszył, a ja podbiegłem truchtem, żeby go dogonić. Właśnie gdy przechodziłem przez bramę, minął nas inny mężczyzna, przypuszczalnie by zluzować Heatha z warty, a ja spiąłem się, kiedy rzucił mi






