Z perspektywy Damiena
Likan z patrolu nie zareagował tak, jakby niczego nie poczuł, a moje szczęki zacisnęły się, gdy wziąłem kolejny głęboki oddech. Odór był zjełczały, niczym ciało, które zbyt długo leżało na słońcu.
Smród stawał się coraz gęstszy, im głębiej wchodziłem w las, stawiając kroki bezszelestnie, czując, że strażnik podąża moim śladem. To naturalne, że czuł się w mojej obecności nies






