Zabierając ze sobą dzieci, Jonathan wyruszył z rezydencji.
Cała trójka maluchów była po drodze bardzo posłuszna i zachowywała milczenie.
Jonathan wahał się przez chwilę, zanim w końcu zdecydował się zadzwonić do Luciana, który odebrał po zaledwie kilku sygnałach. – O co chodzi, Jonathanie?
– Lucianie, ja... pojechałem odebrać Archiego, ale Benny i Essie uparli się, że też pojadą, więc zabrałem ich






