Pod osłoną nocy samochód Jonathana zatrzymał się przed willą Madilyn.
Szybko wysiadł z auta i otworzył jej drzwi.
Madilyn jednak to nie odpowiadało. – Nie musisz być wobec mnie aż tak uprzejmy, Jonathanie. Wiesz, że mam ręce? Sama potrafię otworzyć sobie drzwi.
Choć zachowywał się jak dżentelmen, sprawiało to, że czuła, jakby dystans między nimi się zwiększył.
Jonathan się uśmiechnął. – To nawyk.






