Pielęgniarka wymamrotała jeszcze jedno przeprosiny, po czym wyszła, zamykając za sobą przesuwne drzwi, żeby dać nam trochę prywatności. Kiedy zostałyśmy same, poczułam dłoń matki na moich plecach. Strząsnęłam ją i gwałtownie uniosłam głowę, piorunując ją wzrokiem.
– Nie wierzę, że do tego dopuściłaś – warknęłam, czując, jak w środku narasta we mnie wściekłość. – Mówił ci od lat, że go coś boli,






