Nina
Lotnisko było jak rozmazana plama twarzy – zmęczonych, wyczekujących, niecierpliwych. Ale liczyła się tylko jedna, której moje oczy nieustannie wypatrywały, stojąc przy głównych drzwiach.
Była niedziela wieczór, a Enzo miał być tu lada moment. Prawdę mówiąc, tak bardzo nie mogłam się doczekać w domu, że zjawiłam się na lotnisku pół godziny wcześniej, jakby to miało przyspieszyć jego lądowanie






