W końcu, po czymś, co wydawało się wiecznością, osłabłem i opadłem bezwładnie na pryczę. Srebrna lina wciąż krępowała moje nadgarstki i szyję, stanowiąc nieustanne przypomnienie. Każdy ruch sprawiał ból, a mojego wilka nie było nigdzie w pobliżu.
Jakiś czas później, dźwięk żelaza wyrwał mnie z półsnu. Z trudem zmusiłem ciężkie powieki, by się otworzyły i zobaczyłem drobną służącą, wchodzącą do moj






