Nina
Nie widziałam go od, zdawało się, wieczności.
Ostre, białe zęby błyszczały w ciemności. Puste oczy, bez powiek i bez dna, zdawały się patrzeć wprost w moją duszę. Przechyliło głowę najpierw w lewo, potem w prawo, potem znowu w lewo i w prawo, raz za razem, jak zepsuty, krzywy metronom.
– Czego chcesz?
Cień nie odpowiedział. Rzadko to robił, teraz, kiedy o tym pomyślałam. Po prostu… skinął na






