Enzo
Jęk żelaznych wrót przeszył moje ciało dreszczem, gdy zgrzytnęły otwierając się, odsłaniając rozległą przestrzeń areny. Ogłuszający ryk tłumu zalał mnie falami, ich podniecenie było wyczuwalne w powietrzu.
Znowu tu byłem. Na arenie.
Miałem nadzieję, że nigdy nie będę musiał tu wracać, że nigdy nie będę musiał przeżywać na nowo okropności tego miejsca. Ale los rzadko bywa łaskawy. Wróciłem na






