Verian oniemiała, gdy ona i Mała Żelka dotarły na podwórze.
Tam naprawdę stał zaparkowany helikopter.
Wewnątrz maszyny znajdowały się skrzynie z czereśniami. Wyglądały na duże, lśniące i świeże, jakby dopiero co zerwano je w sadzie.
Robotnicy rozładowywali śmigłowiec, wnosząc skrzynki z owocami do domu.
Mała Żelka uśmiechnęła się promiennie, szczerząc do Verian zęby umazane na czerwono. – Monty, z






