Zmusiła się, by wycisnąć z oczu wielkie, grube łzy.
Zakładała, że jeśli będzie płakać wystarczająco żałośnie, Shane ją pocieszy. Jednak wargi mężczyzny zacisnęły się, gdy twardo stał przy swoim. Wcale nie wydawał się chętny, by ją uspokajać. Zamiast tego jego niski głos warknął: – Zgadza się. To twoja wina.
– C-co? – Jacqueline przestała szlochać i spojrzała na mężczyznę szeroko otwartymi z niedow






