Javier wskazał palcem na twarz syna, jakby coś utkwiło mu w gardle. Jego wyniosła, władcza postawa powoli się kruszyła. – Jasper, ty niewdzięczny bękarcie!
– Gdybym odstawiał teatrzyk, nie sprzeciwiałbym się większości i nie znosił presji, żeby sprowadzić ciebie i twoją matkę ze slumsów z powrotem do Grupy Beckett.
– Gdyby nie ja, nie udałoby się wam uniknąć śmierci na tych śmierdzących, obrzydliw






