Trzask!
Wraz ze słowami Jace'a podłokietnik pod dłonią Stephena rozpadł się na miejscu w drobny pył.
Stephen już i tak płonął ze złości.
Wszyscy okazywali mu szacunek, z wyjątkiem tego małego gnojka...
On go prowokował!
Oczy Stephena były zimne niczym u jadowitego węża, gdy wpatrywał się prosto w siedzącego w dole Andriusa. Powiedział chłodno: – Dzieciaku, wiesz, kim jestem? Jesteś pewien, że chce






