„Teraz!”
Po wejściu do środka, Kapitan Kondor wściekle ryknął na pilota, co rusz zerkając w górę, by sprawdzić, czy Andrius go nie śledzi.
Jednak pilot nawet nie drgnął.
To doprowadziło i tak już spanikowanego Kapitana Kondora do furii. Gdy miał właśnie zacząć wrzeszczeć, zobaczył, jak pilot się odwraca. Był to szczupły, śniady mężczyzna, który uśmiechał się do niego zimno.
To był Noir!
„T-ty...”






