Na zachodniej granicy Florencji krętą drogą jechał niewielki konwój samochodów.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, wydłużając cienie rzucane przez auta.
„Proszę pana, przed nami stacja przesiadkowa. Zróbmy tam przerwę! Kiedy miniemy tę stację, następna będzie dopiero w Stepus, oddalonym o tysiąc mil. Przez pewien czas nie będziemy mogli uzupełnić zapasów”.
Słysząc to, Marcus opuścił szybę w samo






