– Wstawaj, kochanie! Wstawaj! – Rozprysnęła kropelki wody na jego zamkniętych powiekach. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. Podniósł ramię, szukając jej w powietrzu, wciąż nie otwierając oczu.
Odskoczyła z wybuchem na wpół stłumionego śmiechu.
– Chodź tutaj! – Jego głos był wciąż chropowaty od snu, a ręka zawisła w próżni.
„Szuka mnie!” – uświadomiła sobie.
– Wstawaj. Robię dla nas śniadanie! –






