„Dobra, napijmy się.” Morgan zaśmiał się bezradnie. „Czy to możliwe, żeby mnie nie było stać na szampana dla własnej żony?”
Skinął na kelnera, dając mu znak.
Chwilę później kelner przyniósł kolejną butelkę szampana i postawił ją na stole.
„Pani Blackstorm, wystarczy?” zapytał z uśmiechem Morgan.
„Pewnie!” Ashley wykrzywiła usta. „To nawet nie wino, takie słodkie, jak oranżada.”
„Oranżada?” Morgan






