*Nina*
Siedząc pod drzewem na skraju lasu, trzymałam Garreta za rękę, ciesząc się, że w końcu mam okazję porozmawiać z nim na osobności. Słońce zaczynało muskać wierzchołki drzew, więc minęło już kilka godzin, odkąd dotarł do naszego prowizorycznego obozu. Pragnęłam tylko podbiec do niego i objąć go ramionami, wypytać, jak to wszystko teraz będzie wyglądać, ale za każdym razem, gdy choćby pomyślał






