(Perspektywa Eden)
Gdy tylko namiot opustoszał, wyszłam na zewnątrz i wślizgnęłam się do namiotu mojej matki.
Pachniało tam dziwną mieszanką lawendy i ziemi, co o dziwo działało na mnie kojąco.
Mama siedziała na prowizorycznym krześle, tuląc mojego syna w ramionach i kołysząc się na boki, nucąc mu do ucha powolną melodię.
Patrząc na to, serce mi topniało na widok miłości, jaką moja matka darzyła n






