(Punkt widzenia Alice)
Zdecydowanie zwariowała.
Moja dłoń rozluźniła się na szyi Eden i opadła bezwładnie wzdłuż mojego boku, podczas gdy ja wpatrywałam się w nią zdezorientowana.
Jej śmiech drwił ze mnie. To było tak, jakby wiedziała coś, czego ja jeszcze nie odkryłam, i było oczywiste, że Eden się mnie nie bała. Uśmiechnęła się z wyższością i wygładziła suknię, po czym skrzyżowała ramiona, stają






